poniedziałek, 30 maja 2016

Spodziewaj się niespodziewanego - Moto Show w Krakowie

Zazwyczaj tak bywa, że kiedy mam już wszystko zaplanowane i tylko odliczam godziny do startu, nagle pojawia się kolejna opcja, która sprawia, że mam dość spory dylemat, co zrobić. Tak było i tym razem.

Moto Show w Krakowie - planowałam tam zajrzeć, jednakże biorąc pod uwagę mój obecny budżet, odrzuciłam tą opcję i raczej miałam do niej nie wracać, bo jednak sama wejściówka, do tego dojazd, dają sumę łączną taką, na którą nie mogę, a może nie chce sobie pozwolić. Bądź co bądź kusiło, bardzo. Kusiło samo w sobie, by zobaczyć jak wygląda taka impreza, kusiło spotkanie z Hołowczycem i parę innych rzeczy w programie, które ułatwiłyby mi znacznie pisanie pracy licencjackiej, bo coś tak utknęłam i ruszyć nie mogłam.

W piątek otrzymałam wiadomość od Duży w Maluchu, że jestem wpisana na listę VIP, więc sobota i niedziela jest moja. Kurczę, no i jak tu zrezygnować, nie jechać - no jak?! Skoro o bilety nie muszę się martwić, pozostała kwestia transportu, która zapowiadała się naprawdę dobrze, bo ilość chętnych na wyjazd do Krakowa mnie naprawdę zaskoczyła. Tylko jak zwykle w ostatniej chwili zostałam na lodzie. Sobota, na rezerwację biletów w sensownych cenach było za późno, w sumie na wszystko było za późno, więc już studiowałam mapę, jak dojechać samochodem na miejsce, żeby nie musieć się użerać z nawigacją w trasie - tak jestem z tych co wolą papier, a nie gadające urządzenia, które lubią nagle, bez naszej wiedzy i zgody zmienić sobie czasem trasę. Na moje szczęście, tak jakoś wyszło, że na wyjazd  zdecydowali się Maciek i Tomek, więc i kwestię transportu miałam już z głowy. Pozostało spakować aparat, książkę - w razie jakbym cudem dorwała Hołka i ruszyć w drogę.

Trasa przebiegała szybko i sprawnie, zatrzymaliśmy się na Lotosie w celu uzupełnienia braków w prowiancie, gdyż czekał nas dłuższy pobyt w Krakowie, jednakże widząc ceny, szybko stwierdziłam, że skoro olali Kubicę, chcą olać Rajd Polski i mimo tego, że czynnikiem przemawiającym za zrobieniem tam zakupów powinien być Kajto, to mimo wszystko uznałam, że 6 zł za litr Coca Coli to to dla mnie za dużo. Przyzwyczajenie do Rzeszowa sprawia, że zapominam, iż nie wszędzie jest po drodze narąbane tyle sklepów, co niestety się później na mnie odbiło, gdyż im bliżej EXPO tym większe korki, zielone światło na którym zdążył przejechać jeden samochód - WTF?!... więc bez zbędnego kombinowania pojechaliśmy prosto na miejsce.

Kolejka była dość spora i nie zamierzałam w niej stać. Lista była wyjątkowo krótka i dziwię się, że tak łatwo mnie wpuścili do środka, gdyż były tam na niej postaci znane z wyglądu, lub chociażby z głosu, ale żeby nie było, że narzekam... bo tak nie jest! No dobra narzekam - szkoda, że nie dawali plakietek.

Ogólnie od zewnątrz wszystko wyglądało dość niepozornie, wewnątrz masa ludzi, na którą właściwie byłam przygotowana i już od początku nie nastawiałam się na jakąś dużą liczbę zdjęć. W sumie to nawet nie zobaczyłam wszystkich samochodów, bo mi się nie chciało. Nie żeby było tego aż tak dużo, tylko co ciekawsze było tak oblepione, że jak dla mnie nie miało to sensu. Hołowczyca namierzyć też nie było trudno - wystarczyło popatrzeć gdzie jest dużo ludzi. W sumie to aż mi się słowa Colina McRae przypominają: "Kiedy nie wiesz, gdzie dalej przebiega trasa OS-u, to wal tam, gdzie jest najwięcej ludzi. Na pewno trafisz..."  - tu było podobnie! Tylko, że nie było sensu się pchać, gdyż zaraz miało się odbyć z nim spotkanie, więc zajęłam grzecznie miejsce i czekałam. Międzyczasie wpadło mi w oko "Piekło Dakaru" - coś, co i ja miałam i z czym miałam zamiar się udać do jego autora. Choć, właściwie chciałam grzecznie w czasie wyznaczonym na tego typu rzeczy, to dość szybko się przekonałam, że wtedy raczej nie miałabym na to szans. Szybko uznając, że są to ludzie bardziej w temacie i wiedzą lepiej niż ja co robić... dołączyłam więc do Rambo Team. I miałam szczęście! Udało się nie tylko spotkać na spokojnie, to właściwie już na samym początku targów miałam i podpis w książce, i zdjęcie z gościem specjalnym. Dlatego też Rambo Team - dziękuję! I przy okazji odsyłam też do bloga Ani - FotoPrzeBłysk!

Głupi ma zawsze szczęście, mam tylko nadzieję, że nie wykorzystam zbyt szybko limitu! 

Tyle co przyjechałam i miałam wszystko to, co zaplanowałam na cały dzień. Pozostało słuchać i obserwować, by wyciągnąć jak najwięcej informacji do mojej pracy. Przy okazji udało się nazbierać trochę przydatnych rzeczy. Czas mijał, głód się wzmagał, ale ceny jak to ceny, szczególnie w takich miejscach. Szkoda mi było dać 6 zł za litr Coca Coli w Lotosie, tak tu za tą samą cenę oferowali mi 0,5l - aż tak zdesperowana jeszcze nie byłam! No dobra, już robiłam nawet podejście do zakupu, tylko nie chciało mi się stać w kolejce, a międzyczasie załapałam się na darmową przegryzkę i napój, więc czego więcej mi do szczęścia było jeszcze trzeba?

Ano Gosi Rdest. Dziewczynę tą złapać też nie było łatwo, ale w ostatniej chwili na szybko się udało, więc mam coś od Niej dla Was. Do wygrania już 9 czerwca na audycji Nowe Oblicze w radioeter.fm - zapraszam do słuchania i oczywiście do udziału w konkursie!

Powrót do Rzeszowa jeszcze szybszy w pogoni za Mercedesem AMG GT
(on jest w końcu żółty czy złoty?)
nasz samochód miał tylko ok 350 koni mniej
wynik jest jasny...
ale było miło! 


Wyjazd zaliczam do niezwykle udanych i dziękuje wszystkim, którzy przyczynili się do realizacji tego wszystkiego, bo dzięki temu Nowe Oblicze żyje! ;)  GALERIA

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz