czwartek, 29 maja 2014

Dworek w Tyczynie zdobyty!


A więc tym razem się udało! Z pomocą Krzyśka i Natalii, dworek został już odhaczony i jest z głowy. Nie dręczą mnie już myśli, czy przez piwnicę uda się wejść do środka czy też nie i co jest dalej, jak to wygląda. Ostatnie upały podziałały na naszą korzyść, piwnice były zdecydowanie bardziej suche niż ostatnio, nie było widać pary, a ściany były właściwie suche. W końcu dało się tam normalnie oddychać - do trzech razy sztuka, kiedyś musiałam trafić na odpowiednie warunki. Właściwie to tylko ten mrok a po za tym całkiem przyjemne miejsce. Jedno pomieszczenie, drugie, fragment trzeciego i reszta zasypana, następnie kawałeczek trzeba się właściwie przeczołgać i wychodzimy w wysokim pomieszczeniu, gdzie znajdują się schody prowadzące do środka. Wewnątrz, cóż... pustki. Wynieśli co sie dało, w niektórych pokojach wypadły dziury w suficie, a chodząc po podłodze deski uginały się pod nogami, nie chce wiedzieć gdzie byśmy spadli i skąd trzeba by później wychodzić. Pajęczyn takich jak tam były w życiu nie widziałam, idealne miejsce do nagrania horroru.







No i strych, coś co interesowało mnie najbardziej, kiedyś był tam pożar, doskonale widać to po nadpalonych drzwiach i tak samo zniszczonych schodach, deskach belkach i wszystkim co tam było. Nie ryzykując z Krzyśkiem tego że spadniemy na dół, zobaczyliśmy tylko mniej więcej jak to wygląda i wróciliśmy tą samą drogą na zewnątrz, gdzie czekała na nas zniecierpliwiona Natalia, która świetnie spisała się na czatach!






  

Z zewnątrz to zniszczony, ale bardzo ładny obiekt, mający bogate zdobienia. wewnątrz to ruina, która nie wiadomo jak długo jeszcze postoi. Pozostaje tylko mieć nadzieje, że coś z nim zrobią, zanim całkiem się rozsypie...

 





poniedziałek, 5 maja 2014

Teraz przynajmniej wiem, jak jest.

Drugie podejście aby dostać się do opuszczonej rządcówki, nie mogę zaliczyć do udanych. Mimo początkowych obaw o cały plan, jeśli takowy kiedykolwiek istniał, wszystko można powiedzieć zakończyło się sukcesem. Nic mnie nie przywaliło, a policja i straż, ani nawet okoliczni mieszkańcy nie zainteresowali się dwoma dziewczynami plączącymi się przy rozwalającym się budynku. Choć miałam duże opory by wejść do piwnic, zmusiłam się, bo wiedziałam, że nie da mi to żyć i prędzej lub później muszę się przekonać jak to wygląda. Już na początku było czuć duży chłód mimo iż na zewnątrz upałów nie było, wręcz zimno bym powiedziała. Masa śmieci, gruzu, i szkła – już chyba to powinno zniechęcać człowieka by iść dalej. Zeszłam nieco niżej. Buty zaczęły mi wchodzić w ziemię. Widzę laleczkę i stare gliniane naczynia. Mokro, bardzo mokro i nieprzyjemnie zimno, ale co zrobić trzeba iść dalej. Szybko przeszłam do drugiego pomieszczenia. Hmm… szybko, źle to ujęłam. Wolno, ale szybko w miarę możliwości, by się tam nie potknąć i nabić na potłuczone szkło. Mimo chustki na twarzy czuję straszny odór. Z powodu dużej wilgotności źle się oddycha, jeszcze ten zapach padliny. Latarka powoli wymięka, dobrze, że w kieszeni jest druga. Słabe światło dociera do środka gdzie leży duży czarny wór, przyłożony w kilku miejscach cegłówkami. Lata dużo much. Za dużo. Powoli robi mi się niedobrze. Uświadamiam sobie, że wcale nie jestem taka odważna jak mi się wydawało. Nie podniosę tego worka, nie sprawdzę co jest pod spodem. Nie chce. Chyba. Widzę, że kawałek dalej jest przebite wejście do kolejnych pomieszczeń. Latarka pada. Szlag. Wyciągam drugą, która również nie daje zadowalającego światła. Ten cholerny mrok! I cisza w której tak drażniące staje się brzęczenie much. Czuję wibracje na nodze. Telefon! Czyżby przyszła policja i Ewelina dzwoniła mnie uprzedzić… nie ona nie ma kasy. Aśka? Nic nie rozumiem. Zauważam kość. I drugą. Szybko kończę rozmowę i po chwili uświadamiam sobie jak miło było usłyszeć ludzki głos, a po drugie był tam zasięg – jak mnie przywali, to mnie znajdą. Miłe. W skupieniu zaczynam oględziny fragmentów kości. Zwierzęce czy ludzkie? Stare, pożółknięte, kruszące się. Nagle słyszę głos Eweliny i zapominam, że strop jest tak nisko. Na szczęście łeb cały, ale z trudem wychodzę na zewnątrz.


Czy warto było? Nie potrafię powiedzieć. Po wyjściu zauważalne było u mnie pewnie otępienie, nie wiem czy spowodowane tym odorem i mrokiem, czy raczej zawodem, że nie udało mi się znaleźć wejścia na górę. Brak odwagi, lub przejaw zdrowego rozsądku, który czasem mi się zdarza spowodował, że obiekt ten dalej jest na liście „do sprawdzenia”, ale może lepiej rozwalić drzwi lub okno i nawet zaryzykować spotkanie z policją niż ponownie wchodzić do piwnic? Nie wiem. Póki co, to mi wystarczy. Chwila przerwy, ale wrócę tam.

niedziela, 27 kwietnia 2014

Czasem warto zaryzykować…

Uda się lub nie. Wejdę z kimś lub sama, choć wydaje się to bardzo nierozsądne. Ba! Głupie!  Jednak mając na uwadze fakt, że nie wiadomo jak długo jeszcze da się tam wejść, chyba warto podjąć to ryzyko. Mieć tą świadomość, że byłam tam! Widziałam, gdy to jeszcze istniało.  Jak długo będzie jeszcze taka możliwość, nie wiem. Będąc tam ostatnio i oglądając budynek od zewnątrz, wydaje mi się, że już niedługo. Jego czas się kończy jak i wielu innych podobnych obiektów. Wkrótce mała zapowiedź reportażu na ten temat.
Zachęcam do komentowania i udostępniana wpisów.

wtorek, 15 kwietnia 2014

Baza radzieckiej stacji łączności BARS 203

Sowieci byli przekonani, że tam wrócą. W lesie nieopodal miejscowości Żdżary mieli baraki, koszary, bunkry, blok mieszkalny i nie tylko. W czerwcu 1993 roku wojska rosyjskie załadowały swój sprzęt do wagonów i odjechały w kierunku Kaliningradu. Teren został przekazany wojewodzie tarnowskiemu, a następnie trafił w ręce wójta gminy Czarna. Od tamtej pory, dawny obiekt wojskowy popada w ruinę.


Wjeżdżamy do lasu. Po chwili zauważamy budynki dawnej bazy. Mimo zakazu wjazdu zostawiamy tam samochód i udajemy się do obiektu, który znajduje się najbliżej. Tabliczka jak zwykle informuje nas o zakazie wstępu i niebezpieczeństwie, ignorujemy to i wchodzimy do środka. Był to dawny warsztat techniczny, nie jest on w najlepszym stanie, właściwie zostało z niego niewiele, mimo to bez większych problemów można wejść na górę i rozejrzeć się po okolicy. Następnie udajemy się do koszar i budynku mieszkalnego. Koszary nigdy nie zostały ukończone a wkrótce zapewne znikną z powierzchni ziemi, ponieważ już zaczęło się wyburzanie. Budynek mieszkalny również jest w bardzo złym stanie. Klatki schodowe są zapadnięte, jednak wejście na piętro nie powinno stwarzać większych problemów. Już samo przebywanie w tym budynku jest ryzykowne, dlatego powinniśmy zachować szczególną uwagę na to, gdzie i na czym się staje. Kiedy okazuje się, że piętro to za mało, kolejnym celem stają się piwnice. Wejście do nich może nie należy do najłatwiejszych, mimo wszystko warto się trochę potrudzić, by dostać się do środka. Miejscami jest ciemno, dlatego też bardzo przydatna może okazać się latarka. Znajdują się tam spore ilości śmieci, ponieważ jeszcze do niedawna było tam wysypisko śmieci, choć dookoła teren jest w miarę uprzątnięty, to piwnice do najczystszych nie należą. Trzeba przyznać, że zwiedzanie budynku mieszkalnego może być źródłem licznych wrażeń, ale i sporego ryzyka. GALERIA



Udajemy się dalej w poszukiwaniu kolejnych obiektów bazy. Po kilkunastominutowej wędrówce natrafiamy na bunkry, które zachowane są w całkiem dobrym stanie. Obiekt można spokojnie sobie obejść, oraz wejść na górę, warto patrzeć gdzie się idzie, gdyż upadek z takiej wysokości może się źle skończyć. Będąc tam da się zauważyć kolejne ruiny i również tunel, którym można się przejść. 

Wchodząc na teren dawnej bazy radzieckiej trzeba być czujnym i patrzeć, gdzie się idzie, ponieważ jest tam dość niebezpiecznie. Po za ruinami można zobaczyć ukryte w trawie wejścia do kanałów i piwnice a wędrując po lesie, znaleźć różne pordzewiałe elementy wyposażenia. Trzeba się liczyć z tym, że można tam napotkać również dzikie zwierzęta. Jednakże jest to obiekt godny polecenia. Warto więc udać się tam jeszcze zanim na drzewach pojawią się liście, ponieważ zdecydowanie utrudni to poszukiwania i zwiedzić go również z tego względu na to, że z każdym rokiem niszczeje coraz bardziej i wkrótce nic z niego nie zostanie.