poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Pieniądze to nie wszystko

Pieniądze to nie wszystko, mówiłam jeszcze lekko ponad rok temu jednej osobie w drodze w Bieszczady, wtedy jeszcze nie wiedziałam jak skrajnie przez te kilkanaście miesięcy zmieni się mój światopogląd. Do życia wystarczały mi grosze, większe lub mniejsze ale z perspektywy czasu zauważam, że były to grosze. Niewielkie sumy za które można było kupić coś sobie, moim zwierzakom a czasem nawet pojechać na wycieczkę. Byłam przekonana, że jestem szczęśliwa i tak żyje mi się dobrze. Żyło mi się dobrze do tego momentu, gdy nie zaznałam innego życia, nie poczułam, że mogę się rozwijać, pojechać dalej, poznać więcej. Niedosyt doczesnego życia zaczął mnie zżerać, nudziłam się, nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Znajomi prowadzili życie, które totalnie mnie nie interesowało i po dziś dzień nie interesuje. Nie czuje potrzeby wychodzenia na imprezy, tworzenia związków, zakładania rodziny. Potrzebowałam czegoś co dałoby mi wolność, pewnej niezależności, tego, że idę tam gdzie mnie nogi poniosą, zobaczę to czego nie zobaczą inni, co chce zobaczyć, chce poznawać świat, moje tereny, które są piękne, dzikie i nieznane. Zaskutkowało to tym, że coraz więcej starałam się jeździć w różne opuszczone miejsca, obiekty militarne, dokumentowałam to co widziałam starą cyfrówką i po każdym wyjeździe czułam coraz większy niedosyt – potrzebny mi lepszy aparat, coś czym mogę robić dobre zdjęcia, ale i jednocześnie nagrywać fajnej jakości filmy. Tania zabawka to nie jest, potrzebne stały się więc pieniądze. Długo czekać nie musiałam, bo z pomocą przyszli rodzice – chwała im za to. Dobrze, a więc mam aparat. Fajnie i w ogóle. Jeżdżę i dokumentuje to co widzę, to co zaraz może zniknąć, lub zmienić swoją postać. Przy okazji uczę się historii, tej o której nie miałam pojęcia i odczuwam, coraz większy smutek, że tak późno się tym zainteresowałam. Zaczęłam też pojawiać się coraz częściej na imprezach motoryzacyjnych, a na nich jak to bywa szczególnie przy dużych prędkościach, ustrzelenie dobrego momentu nie jest łatwe. Z każdym wyjazdem pojawiało się coraz więcej materiałów, czegoś co trzeba obrobić, pomontować i generalnie ogarnąć. Stary komputer zaczął coraz częściej się buntować, dlatego też zadecydowałam, że pora kupić nowy, tylko, że tym razem z góry sobie założyłam, że poradzę sobie sama. Studentka dziennych… taka sytuacja. Znajdź tu człowieku prace za stawkę, która pozwoli w maksymalnie miesiąc zdobyć odpowiednie środki na ten cel. Rozejrzałam się więc po pokoju, co my tu mamy zbędnego. No w sumie trochę ubrań, figurek… O! Meble! I tak właśnie zaczęło się moje życie uporządkowane w kartony. Nie ukrywam, początkowo było ciężko, teraz po blisko pięciu miesiącach stwierdzam, że można tak nawet normalnie funkcjonować, szczególnie jeśli człowiek pozbędzie się wszystkich zbędnych rzeczy. I w sumie nie jest mi smutno, ani nie żałuje. Ważne że komp jest i aparat i rower który czeka. No właśnie czeka, stoi i się na mnie patrzy, i marzy o tym by w końcu wyrwać się z tego pokoju, wpaść w lesie do jakiegoś bagna. Jednakże nie wpadnie, dopóki nie będzie sprawny. Czatowanie na promocje, dwie części upolowane brakuje jeszcze dwóch. Kiedy będą czas pokaże, póki co rower tylko cieszy oko i smuci dusze – nic po za tym, bo międzyczasie pojawiła się kolejna rzecz na którą potrzebne były pieniądze. Jak na studentkę prywatnej uczelni (tak, kto „bogatemu” zabroni) płacącej prawie pół tysiaka miesięcznie za naukę, nie mogę sobie pozwolić na olewanie zajęć, ale i nie mogę porzucić pasji i wymierzonych sobie celów. Normalna praca więc odpada, choć tu jeszcze można by rozwinąć pojęcie normalnej pracy, ale to następny razem. Ze wsparciem przyszła kolejna osoba, której ja się do końca życia nie będę w stanie odwdzięczyć.  Sytuacja została wstępnie opanowana, tylko kac moralny męczy. Dziwne to uczucie robić tyle rzeczy, udzielać się w wielu „dziełach” nie mieć z tego nic, lub dostawać ostatnie ochłapy tylko wtedy, gdy zacznie się już żebrać o te grosze, które powinny być rzucone biednym studentom wręcz lekką ręką.
A macie,  żebyście chociaż na flaszkę miesięcznie mieli! Pff marzyć się zachciało. 
Pieniądze to wszystko co mamy. Bez nich w dzisiejszych czasach można egzystować z dnia na dzień bez większej szansy rozwoju. Nie ma w tym kraju nic za darmo. Za darmo to chcieliby tylko pracodawcy by pracownicy u nich dymali, a najlepiej gdyby do biznesu dokładali. Mówi się o za niskich stawkach - tak jest, owszem, jednakże jak mają nie być niskie, lub niższe jak zawsze znajdzie się ktoś, kto nie ma godności i będzie niewolnikiem w Wolnej Polsce.  Rozumiem, że może zmusić do tego sytuacja życiowa, ale studenci, ja Was proszę! Można coś kochać,  może to być naszą pasją do której z reguły trzeba dokładać, ale nie może dochodzić do sytuacji, że jesteśmy przez to wykorzystywani i chcą nas zniewolić. Trzeba walczyć i choć na początku na pewno nie będzie lekko to jeszcze nie mając zobowiązań typu rodzina, dzieci warto zaryzykować! 
Wszystko ma swój początek i swój koniec. Czuje, że kolejny etap się kończy, przegrywam z systemem, w sumie świadomie się poddaję, bo szkoda sił na tą walkę, ale jestem bogatsza o nowe doświadczenia, które pomogą mi w realizacji, czegoś lepszego. Sztuką w tym kraju nie jest nawet fakt realizacji swoich marzeń, sztuką jest tu przeżyć swoje życie godnie! Wierze, że jest to możliwe. Ucieczka nie jest rozwiązaniem. Skoro się tu urodziłam, to będę tu walczyć!


Jeśli ktoś w tym momencie myśli, że staram się udowodnić, że jednak pieniądze są najważniejsze to może ta piosenka nieco rozjaśni, o co mi chodziło. Pieniądze znacznie ułatwiają wiele rzeczy, jednak bez nich jesteśmy bardziej otwarci na nowe kontakty, dzięki czemu bardzo często poznajemy świetnych ludzi i okazuje się, że do załatwienia wielu rzeczy pieniądze stają się zbędne, a nawet przeszkadzają. Nie można wszystkiego zmaterializować. Jednak są pasje, przy których niedostatek pieniędzy znaczy tylko tyle co "pożegnaj się z tym, co kochasz", takie mamy czasy i choćbyśmy chcieli, nie zawsze jesteśmy w stanie ten element pominąć. Grunt to robić wszystko z głową, by później nie żałować i za te kilka lat móc spojrzeć śmiało w lustro i powiedzieć - tak, było warto!


1 komentarz:

  1. Doskonale znam Twój problem :( I życzę powodzenia :*!

    OdpowiedzUsuń